top of page

Dlaczego nie potrzebujesz zawodowej rewolucji

  • 1 dzień temu
  • 4 minut(y) czytania

Bardzo często moi klienci przychodzą na konsultację z jednym, mocnym przekonaniem: potrzebuję dużej zmiany zawodowej. Chcę zmienić branżę. A może w ogóle zawód.


I rozumiem to. Naprawdę. Ale zanim spakujesz wszystko i rzucisz się w coś zupełnie nowego, chcę Ci opowiedzieć historię o smażonych zmieniaczkach.


Zmiana zawodowa i ziemniaczki z serem pleśniowym


Wyobraź sobie swoje ulubione danie. Dla mnie to smażone ziemniaczki. A teraz wyobraź sobie coś, czego naprawdę nie znosisz – jakiś sos, jakiś składnik. Dla mnie byłby to sos z sera pleśniowego.


A teraz zobacz to swoje ulubione danie, polane tym obrzydliwym sosem...


Nagle to, co tak bardzo Ci smakowało, przechodzi tym smakiem. I cały posiłek wydaje się do wyrzucenia.


Z pracą jest dokładnie tak samo.


Bardzo często to, co moi klienci na co dzień robią (czynności zawodowe, zadania, które wykonują) w zasadzie jest fajne. Tylko ktoś polał je tym obrzydliwym sosem.


Czasem jest to osoba, z którą już nie da się usiedzieć obok. Czasem to demotywujący szef albo szefowa. Czasem po prostu zbyt duża liczba zadań i zbyt krótkie deadline'y.


I to wcale nie musi znaczyć, że potrzebujesz zmiany zawodu czy branży.


Czasem wystarczy zmiana firmy. A czasem nawet mniej. Wystarczy przegadać jakąś problematyczną sprawę ze współpracownikami albo z kierownictwem, albo po prostu zmienić sposób myślenia o tej pracy.


Taka zmiana jest o wiele łatwiejsza do wprowadzenia, a czasem daje absolutnie wystarczające efekty.


Więc zanim ogłosisz rewolucję zawodową, zapytaj siebie: co dokładnie mi nie pasuje? Same zadania, które wykonuję? Czy raczej ten "sos", którym ktoś je polał?



Trzy rzeczy, bez których nie poczujesz się dobrze w pracy


Żeby łatwiej było Ci to rozróżnić, warto rozłożyć satysfakcję zawodową na trzy czynniki.


Pierwszy to same czynności, które wykonujesz. Może lubisz spotykać się z ludźmi i dużo rozmawiać, a może wręcz przeciwnie – wolisz siedzieć samemu przed komputerem i robić swoje zadania. Może kręcą Cię teksty, a może tabelki w Excelu. To Ty najlepiej wiesz, co Ci realnie daje radość na co dzień.


Drugi to czynniki zewnętrzne, czyli warunki pracy. Miejsce, w którym pracujesz, ludzie, z którymi współpracujesz, wynagrodzenie, umowa, perspektywy awansu, poziom odpowiedzialności, zaufanie przełożonego. To one dają Ci komfort – albo go odbierają.


Trzeci, i moim zdaniem najważniejszy w dłuższej perspektywie, to poczucie sensu swojej pracy. Bo o ile na co dzień radość z pracy i komfort są kluczowe, o tyle to właśnie poczucie sensu – albo raczej jego brak – sprawia, że ludzie potrzebują zmiany, nawet jeśli z zewnątrz ich praca wygląda idealnie.


Miałam już niejedną osobę na konsultacji, która zarabiała naprawdę dobre pieniądze, a mimo to czuła się wypalona bezsensownością swoich działań.


Życie jest za krótkie, żeby osiem godzin dziennie marnować na coś, na czym tylko się zarabia, żeby potem na chwilę wyjechać na wakacje.


Sprawdź, którego z tych trzech czynników Ci brakuje. Bo to zupełnie inna diagnoza – i inne rozwiązanie – niż „nienawidzę swojej pracy".



Kariera to nie puzzle z obrazkiem na pudełku


Jest jeszcze jeden błąd, który bardzo często popełniamy, planując karierę.


Myślimy, że od razu musimy widzieć cały obrazek. Jakbyśmy układali puzzle i próbowali odwzorować to, co jest na wierzchu kartonika.


Tylko że Ty masz wybrakowane puzzle. I nie ma żadnego kartonika.

Tego ostatecznego obrazka nie zobaczysz aż do emerytury – i to jest okej.


Będziesz ciągle zdobywać nowe puzzle i dokładać je do swojej układanki. Jeśli mając dwadzieścia parę czy trzydzieści kilka lat czujesz, że powinnaś/powinieneś już wiedzieć, co robić przez kolejne cztery dekady – to iluzja. Kariera to nie bieg na 100 metrów, gdzie widzisz linię mety.


Każde Twoje doświadczenie – szkoła, studia, praca dorywcza, kolejne poważne role zawodowe, hobby, a nawet jakiś wyjazd wakacyjny – to kolejna okazja do zbierania puzzelków do swojego pudełka. I do przymierzania ich, i próby ułożenia tego obrazka. Swojego obrazka.


Więc przestań szukać pudełka z gotowym obrazkiem na wierzchu. Nie masz go. Nikt go nie ma.



Nie szukaj idealnej pracy – bo jej nie znajdziesz


I na koniec jeszcze jedna rzecz, z którą warto się pożegnać: szukanie idealnej pracy. Nigdy jej nie znajdziesz. I to jest naprawdę dobra wiadomość.


Szukanie pracy jest trochę jak gra komputerowa. Zdobywasz kolejne levele. Czasem zabije Cię jakiś boss. Ale się odradzasz – bogatszy, bogatsza w nowe doświadczenia, w wiedzę branżową, w umiejętności. I tak idziesz przez życie, zdobywając kolejne atrybuty, odkrywając nowe krainy, stając się coraz silniejszy albo silniejsza.


Nie chodzi o to, żeby tę grę skończyć. Chodzi o to, żeby budować swoją postać.


Ja na przykład kocham swoją pracę. Ale czy uważam, że jest idealna? Absolutnie nie. Wiele nadal bym w niej zmieniła – i zmieniam. Powoli obserwuję, co mi nie pasuje, co bym chciała poprawić, i kombinuję, jak to zrobić. W ten sposób jako doradczyni zawodowa pracowałam już w dwóch szkołach, w jednostce urzędu miasta, współpracowałam z najróżniejszymi firmami i organizacjami, a teraz prowadzę swoją działalność. I w ten sposób dowiaduję się, jak chcę być tą doradczynią zawodową.


Kiedy coś mi się nie podoba, zamiast rzucać wszystko i zmieniać zawód, sprawdzam, co konkretnie mi nie pasuje i jak mogę to zmienić.



Zamiast rewolucji zawodowej – jedno pytanie


Jeśli dziś czujesz, że masz dość swojej pracy, zanim zaczniesz szukać ogłoszeń w zupełnie innej branży, zadaj sobie proste pytanie: czy to jest problem z tym, co robię? Czy z tym, jak to robię i z kim?


Bo bardzo często okazuje się, że nie potrzebujesz rewolucji. Potrzebujesz zdjąć ten obrzydliwy sos.


A jeśli chcesz to sobie spokojnie przeanalizować krok po kroku – zapraszam Cię na konsultację. Czasem wystarczy jedna rozmowa, żeby zobaczyć to, co samemu trudno zobaczyć.



Komentarze


bottom of page