Szukaj

Jak (źle) wybierałam szkołę średnią... - moja opowieść


Tekst, który teraz czytasz, to zupełnie niespodziewany wpis, którego nie planowałam, rozpisując najważniejsze informacje, które chcę Ci przekazać w temacie rekrutacji.


Pomyślałam jednak, że opowiem Ci w kilu zdaniach (ok, może w kilkudziesięciu…) o tym, dlaczego tak dużo opowiadam Ci o rekrutacji do szkół ponadpodstawowych, dlaczego to dla mnie takie ważne, żeby przekazać Ci jak najwięcej informacji o tworzeniu listy szkół, o liczeniu punktów, o terminach, dokumentach... o tych wszystkich czasem nudnych, a czasem ciekawych rzeczach związanych z wyborem szkoły średniej.


Mam ku temu swój prywatny powód...





Jeśli masz za sobą pierwszy wpis w temacie rekrutacji, to pamiętasz, jak mówiłam w nim o emocjach.


Mówiłam, że opowiadając o rekrutacji, czuję ten stres, który towarzyszył mi kilkanaście lat temu. To właśnie wtedy...


W procesie rekrutacji do szkoły średniej, nieznajomość zasad, spowodowała coś, co zaważyło na całym moim życiu.


Jeśli znasz już MOJĄ OPOWIEŚĆ, to pewnie pamiętasz, że idąc do liceum, zupełnie nie wiedziałam, na co się zdecydować. Profil ścisły czy humanistyczny?


Wiedziałam tylko, że na pewno nie pójdę do technikum ani szkoły branżowej (wtedy były to szkoły zawodowe), bo byłam zupełnie nieokreślona i nauka konkretnego zawodu mijała się z celem.


Ostatecznie wybrałam klasę humanistyczną. Dlaczego? Nie umiałam sobie odpowiedzieć na to pytanie ani wtedy, ani dzisiaj.


Szczerze mówiąc, nie lubiłam wtedy czytać książek (w co dzisiaj nikt mi nie chce uwierzyć, bo książki uwielbiam… 🤔), a już zupełnie nie znosiłam historii.


Za to matematyka, biologia, chemia - ścisłe przedmioty szły mi nie najgorzej. Rozumiałam je, były logiczne.


Czemu ja wybrałam ten „human”?!


Nie wiem.


Ale nie o tym będzie dzisiaj ;)


Dzisiaj chcę Ci opowiedzieć o tym, jak wybierałam szkoły i jak układałam je w rankingu.



Brałam wtedy pod uwagę kilka szkół. Ale limit szkół w Poznaniu ograniczał wtedy wybór do trzech.


Tak jak opowiadałam Ci W TYM ARTYKULE, wiedziałam, że dobrze mieć wśród szkół wszystkie trzy typy:

  • szkołę marzeń,

  • szkołę realną,

  • szkołę bezpieczną,

– żeby nie wybierać samych szkół i klas, w których średnia punktów z zeszłego roku jest znacznie wyższa od liczby punktów, której ja spodziewam się w procesie rekrutacji.


Wiedziałam, że warto we wniosku wpisać też taką szkołę, do której, nawet jeśli mi średnio pójdzie na egzaminie, to raczej się dostanę.



Miałam wspierających rodziców, którzy bardzo we mnie wierzyli.


I namawiali mnie, żebym jako jedną z 3 szkół we wniosku wpisała Liceum Marii Magdaleny (potocznie "Marynkę"). Żebym chociaż spróbowała się tam dostać.


Ja czułam jednak, że nie mam szans, że to „za wysokie progi na moje nogi”, że to musiałaby być ta moja wymarzona szkoły, że generalnie nie mam szans…


Bardzo za to chciałam dostać się do Liceum nr 6 – czyli do naszego poznańskiego „Paderka".


Czułam chemię z tą szkołą. Czułam, że jest nam po drodze. Byłam na drzwiach otwartych i w Marynce, i w Paderku. I Paderek o wiele bardziej mnie przyciągał swoim charakterem, atmosferą.


Na mojej liście Paderek też byłby tą szkołą marzeń, ale taką już bardziej realną szkołą marzeń - w zasięgu mozliwości. Wiedziałam, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to tam do klasy humanistycznej mam szansę się dostać.


Jeśli obserwujesz mnie w jakiś mediach społecznościowych, to pewnie wiesz już, że...



W moim życiu często pojawia się fotografia. Mam do niej wielki sentyment.


Wybierając szkołę średnią, myślałam nawet, żeby po maturze pójść na ASP, na fotografię. Takie miałam nieśmiałe marzenie.


Chciałam też w przyszłości być operatorem filmowy... (A nie stać przed obiektywem! 😉)


W każdym razie fotografia była wtedy moją ogromną pasją. Potrafiłam obrabiać zdjęcia w Photoshopie (CS2!) do 3:00 nad ranem.


Rodzice wpadli więc na „sprytny" pomysł…


Postanowili przekonać mnie, żebym się odważyła i złożyła we wniosku podanie o dostanie się do Liceum Marii Magdaleny. Powiedzieli, że jak się dostanę do Marynki, to dostanę lustrzankę.


Cyfrowa lustrzanka, Nikon D70… to było wtedy totalne spełnienie moich marzeń.


Więc co zrobiłam?


Oczywiście, na pierwszym miejscu we wniosku wpisałam Liceum Marii Magdaleny. Liceum nr 6 dałam na drugim miejscu, a na trzecim bezpieczną szkołę – Liceum nr 12, do którego wiedziałam, że na 100% się dostanę.


Rodzice ogromnie się cieszyli, że uwierzyłam w siebie, że odważyłam się składać podanie do Marynki.


I szczerze muszę przyznać, że aparat dostałam. I to już na zakończenie roku szkolnego. Czyli jeszcze przed ogłoszeniem wyników – jako gratulacje za wiarę w siebie.



A jakiś czas później przyszły wyniki.


I okazało się, że dostałam się do Liceum Marii Magdaleny….


Nie zdziwię się jeśli masz teraz w głowie taki wielki migoczący neon z pytaniem:


O co w ogóle chodzi w tej historii?!?!?!


Gdzie ten cały dramat?


Już wyjaśniam.


Ano dramat dla mnie polegał na tym, że przecież ja chciałam iść do Paderka.


Rodzice, namawiając mnie, żebym uwierzyła w siebie, byli absolutnie przekonani, że dostając się do liceum, które mam we wniosku na pierwszym miejscu (i do którego jest najwyższy próg punktowy), dostaję się jakby do wszystkich szkół, które wybrałam, bo przecież do nich też mam wystarczającą liczbę punktów.


Myśleli, że mogę zmienić swoją decyzję i wybrać każdą z wpisanych we wniosku szkół.


Ale nie mogłam.


Bo, tak jak mówiłam Ci W ARTYKULE O TWORZENIU SWOJEJ LISTY SZKÓŁ, kolejność we wniosku ma kluczowe znaczenie.


System kwalifikuje Cię do pierwszej szkoły „od góry” – do pierwszej z Twojej listy, do której wystarczy Ci punktów. I do żadnej innej.


To oznacza, że kiedy dostałam się do klasy humanistycznej w Liceum Marii Magdaleny, to do Liceum nr 6 („Paderka") się nie dostałam.


I nie miałam wyboru.


Kiedy opowiadałam tę historię pierwszy raz w poście na Instagramie, od razu spłynęły do mnie pytania od znajomych ze szkoły:


Czy żałuję tego wyboru?


Odpowiedź na szczęście jest krótka i prosta:


Nie żałuję :)



Miałam wielkie szczęście i trafiłam na świetnych ludzi w klasie. Z wieloma z nich mam do dzisiaj kontakt, ogromnie ich szanuję, podziwiam, a przede wszystkim są po prostu moimi bardzo dobrymi przyjaciółmi.


Dla mnie ludzie, moi najbliżsi, są w życiu najważniejsi, więc patrzę na tamtą decyzję i wszystko, co się wydarzyło, z tej perspektywy. I jestem z niej zadowolona.



Ale czy Ty chcesz, żeby wybór Twojej szkoły był takim przypadkiem?


Chcesz w ręce losu oddać to, czy będziesz ze szkoły zadowolony, czy nie?


Oczywiście, że nie na wszystko mamy wpływ.


Ale o to, na co mamy wpływ, o to warto zadbać.


I w swoim „rankingu" ułożyć klasy w takiej kolejności, w jakiej Tobie najbardziej na nich zależy :)



Trzymam mocno kciuki za Twój wybór!


I za to, żeby wszystko się u Ciebie tak dobrze i szczęśliwie skończyło, jak w moim przypadku.



PS

Dziękuję Ci za przeczytanie tej opowieści do końca. Jestem ciekawa, czy zapaliła ona jakąś myśl, refleksję w Twojej głowie...? Jeśli tak, daj mi znać w komentarzu. Jestem ciekawa Twojej historii :)